Prawie 700 urzędowych lekarzy weterynarii bez wynagrodzeń. Spór o 7,5 mln zł i o cały system
Lekarze wyznaczeni przez powiatowych lekarzy weterynarii do nadzoru nad ubojem i badania mięsa w kilku województwach nie dostają pieniędzy za wykonaną pracę, niektórzy od wiosny. Ministerstwa przerzucają się odpowiedzialnością.
Zaległe wynagrodzenia urzędowych lekarzy weterynarii: skala problemu
Według danych z końca sierpnia zaległości wobec lekarzy wyznaczonych sięgają 7,5 mln zł i dotyczą prawie 700 osób. Najgorzej jest w mazowieckim i wielkopolskim, ale sygnały płyną też z łódzkiego i pomorskiego. Część kolegów nie widziała wynagrodzenia od marca. Mówimy o ludziach, którzy codziennie stoją przy linii ubojowej, badają mięso, nadzorują załadunki i wystawiają świadectwa — czyli o nadzorze, bez którego zakład nie może legalnie sprzedać ani kilograma.
Sytuacja nie wzięła się znikąd. Już w lutym i marcu, gdy ważyły się losy nowego rozporządzenia o stawkach, Krajowa Izba Lekarsko-Weterynaryjna ostrzegała, że bez pilnych zmian nadzór nad ubojem może zostać sparaliżowany, a lekarze zaczną oddawać wyznaczenia. Rozporządzenie weszło w życie, stawki poszły w górę, ale pieniądze w powiatach za nimi nie poszły. Efekt widać teraz.
Warto podkreślić, że nie chodzi o etatowych pracowników Inspekcji, tylko o lekarzy wolnej praktyki, którzy przyjmują wyznaczenie od powiatowego lekarza weterynarii i rozliczają się za czynności. Dla wielu praktyk na wsi jest to jedna trzecia, a bywa że połowa przychodu.
Kto zawinił, że lekarze wyznaczeni nie dostają wynagrodzeń
Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi tłumaczy, że problemem jest „niedoszacowanie planów finansowych terenowych jednostek przez wojewodów”. Jednocześnie przypomina, że na Inspekcję Weterynaryjną zaplanowano w 2026 r. 2,6 mld zł, a dodatkowe 600 mln zł na zwalczanie chorób zakaźnych. Ministerstwo Finansów odpowiada, że wniosku o dodatkowe środki od resortu rolnictwa nie dostało, a dochody Inspekcji, w tym opłaty pobierane od zakładów, trafiają do budżetu państwa i nie mogą być bezpośrednio przeznaczane na jej wydatki.
W tle jest rozporządzenie o wynagrodzeniach za czynności wyznaczone, które weszło w życie wiosną (Dz.U. 2026 poz. 354) i podniosło stawki. Środowisko od miesięcy ostrzegało, że budżety powiatowych inspektoratów tego nie udźwigną — według związkowców pieniądze zaplanowane na wyznaczenia starczają na 6–7 miesięcy w roku.
Dlaczego wynagrodzenia urzędowych lekarzy dotyczą każdej lecznicy
Można powiedzieć: mam praktykę małych zwierząt w mieście, nie moja sprawa. Tylko że ci sami lekarze wyznaczeni to w dużej części osoby, które w tej chwili jeżdżą do ognisk ASF, pobierają próbki w kierunku grypy ptaków i robią badania kliniczne w strefach. Jeśli wyznaczeni zaczną masowo rezygnować, a Krajowa Izba Lekarsko-Weterynaryjna ostrzega przed takim scenariuszem od marca, to nie tylko ubojnie staną. Zwalczanie chorób zakaźnych w kraju z 7 ogniskami ASF u świń i ponad setką ognisk HPAI u drobiu w samej wiośnie opiera się na rękach do pracy, których i tak brakuje.
Resort zapewnia, że „nie posiada potwierdzonych informacji o wstrzymaniu wykonywania czynności”. Z rozmów z kolegami z terenu wynika raczej, że ludzie pracują z zaciśniętymi zębami, bo wiedzą, co się stanie, jeśli przestaną. To nie jest model, na którym można budować bezpieczeństwo żywności.
Co może zrobić urzędowy lekarz weterynarii, który czeka na wypłatę
- Dokumentować każdą czynność i każdy rachunek. Zaległość niezapłacona to dług Skarbu Państwa i jest do odzyskania, ale trzeba mieć papiery.
- Zgłaszać skalę zaległości do okręgowej izby, która zbiera dane i prowadzi rozmowy z resortem.
- Nie rezygnować z wyznaczenia w trakcie procedur w ognisku, bo to obciąża kolegów; jeśli decyzja o rezygnacji zapada, to z wyprzedzeniem i na piśmie.
Sam resort przyznaje, że potrzebne są zmiany ustawowe w finansowaniu Inspekcji. Rozwiązanie, o którym mówi się od lat, to powiązanie opłat pobieranych od zakładów z wydatkami na nadzór, zamiast przepuszczania ich przez budżet centralny. Na razie mamy wrzesień, 7,5 mln zł zaległości i lekarzy, którzy mimo wszystko rano jadą do zakładu.
Źródło: farmer.pl
