Siedem ognisk ASF u świń w 2026 roku. Co wiemy po wakacjach
Po spokojnej zimie wirus afrykańskiego pomoru świń wrócił do polskich chlewni w maju i od tej pory Inspekcja liczy kolejne ogniska. Na koniec sierpnia jest ich siedem — od 17 do ponad 21 tysięcy świń w stadzie.
Od Jarosławska do Ruszczy
Pierwsze tegoroczne ognisko potwierdzono w połowie maja w Jarosławsku w powiecie choszczeńskim (zachodniopomorskie) i od razu było to ognisko, o którym mówiła cała branża: ferma warchlaków licząca ponad 21 tysięcy zwierząt, z której prosięta rozjeżdżały się do tuczu po całym kraju. Poprzednie ognisko u świń w Polsce mieliśmy w październiku 2025 r., więc sektor komercyjny miał ponad pół roku spokoju. Skończył się w najgorszym momencie, przy cenach tuczników poniżej progu opłacalności.
Potem poszło szybko. Lipiec przyniósł dwa ogniska w kujawsko-pomorskim: Czapelki w powiecie świeckim (774 świnie, 7 lipca) i Czaple (3095 zwierząt, 22 lipca). W sierpniu wirus potwierdzono w czterech kolejnych gospodarstwach: Włodkowice w gminie Gryfino (17 świń, 12 sierpnia), Poćwiardowo w gminie Golub-Dobrzyń (231 świń, również 12 sierpnia), Ostrowite (378 świń, 21 sierpnia) i Ruszcze w gminie Główczyce w powiecie słupskim (18 świń, wyniki badań z 22 sierpnia). To ostatnie jest pierwszym w tym roku ogniskiem w województwie pomorskim.
Bilans na koniec sierpnia 2026: 7 ognisk u świń w trzech województwach (zachodniopomorskie, kujawsko-pomorskie, pomorskie), blisko 26 tysięcy zwierząt zlikwidowanych, z czego zdecydowana większość z Jarosławska. U dzików od początku roku stwierdzono ponad 1200 przypadków.
Co łączy te ogniska
Patrząc na listę, widać dwie rzeczy. Po pierwsze, wirus siedzi w populacji dzików na północy kraju i stamtąd trafia do chlewni. W okolicach Ruszczy padłe, zakażone dziki znajdowano w lipcu i sierpniu, tuż przed potwierdzeniem ogniska. Po drugie, cztery z siedmiu ognisk to gospodarstwa małe, od kilkunastu do kilkuset sztuk. Nie znaczy to, że duże fermy są bezpieczne (Jarosławsko pokazało coś dokładnie odwrotnego), ale w małych stadach bioasekuracja bywa traktowana umownie: te same buty do chlewni i na pole, słoma z własnego pola bez odleżenia, zielonka. Latem, w sezonie żniw, to klasyczny scenariusz.
Procedura się nie zmieniła
W każdym z gospodarstw Inspekcja zrobiła to, co zawsze: likwidacja stada, utylizacja, dezynfekcja, wyznaczenie obszaru zapowietrzonego i zagrożonego (do 10 km) z zakazem przemieszczania świń. Dla praktyków obsługujących trzodę w tych rejonach oznacza to badania kliniczne w gospodarstwach kontaktowych, pobieranie próbek i sporo papierów. Obszary nakładane są rozporządzeniami powiatowych lekarzy weterynarii i znikają dopiero po zakończeniu procedur, a nie po ustalonym z góry terminie.
Na co zwracać uwagę w praktyce
- Każdy padł w chlewni w województwach północnych bez oczywistej przyczyny jest wskazaniem do pobrania próbki w kierunku ASF. Lepiej dziesięć razy niepotrzebnie niż raz za późno.
- Gorączka, sinica uszu i skóry brzucha, wybroczyny, krwista biegunka, ronienia. Obraz jest znany, ale w przebiegu podostrym pierwsze sztuki wyglądają po prostu na „słabsze”.
- Przy wizytach w gospodarstwach: własna odzież jednorazowa i osobne obuwie do każdego stada. Lekarz jeżdżący od chlewni do chlewni jest jednym z możliwych wektorów i nie ma co się o to obrażać.
- Rozmowa z hodowcą o wjeździe pojazdów, matach dezynfekcyjnych i dokumentacji przemieszczeń jest częścią wizyty, nawet jeśli przyjechaliśmy w zupełnie innej sprawie.
Jesień zwykle nie przynosi ulgi. W poprzednich latach wrzesień i październik dokładały kolejne ogniska, gdy dziki po zbiorach schodzą na pola i pod zabudowania. Aktualne mapy obszarów objętych restrykcjami publikuje Główny Inspektorat Weterynarii i warto mieć je pod ręką w każdej praktyce, która obsługuje trzodę.
Źródło: topagrar.pl
